-
Aniele... - szepnął.
Dziewczyna odwróciła się do niego z gniewnymi iskierkami w oczach – Mówiłam ci, żebyś mnie tak nie nazywał!
- Nazywam rzeczy po imieniu – stwierdził z pół uśmiechem. I od razu tego pożałował, kiedy jej policzki zarumieniły się z gniewu a sama dziewczyna podeszła o krok bliżej z niebezpiecznym błyskiem w swoich niezwykłych oczach, lodowato niebieskie w środku, zielone na krawędzi a czarne źrenice otoczone złotą koroną.
- A więc uważasz, że jestem tylko rzeczą? - spytała cicho, gniewnie zaciskając swoje delikatne dłonie w pięści.
- Wiesz, że nie o to mi chodziło – zaczął wciąż z uśmieszkiem na twarzy, co wyraźnie irytowało niską szatynkę.
- Nie, nie wiem – rzekła, podchodząc bliżej do chłopaka o kruczo-czarnych włosach – Jak zwykle z twoich ust mogło to znaczyć wiele rzeczy – kontynuowała – Może chciałeś powiedzieć, że tylko stwierdzasz fakt – zbliżyła się jeszcze bliżej tak, że ich nosy by się stykały, gdyby nie to, że chłopak był duży wyższy od szatynki – Albo, uważasz, że jestem twoja.
- Bo jesteś – palnął bez zastanowienia, co sprawiło, że dziewczyna jeszcze bardziej zmrużyła swoje piękne oczy a jej moc otoczyła ich ciasno.
Niebieskooki zrozumiał swój błąd odrobinę za późno I ledwie zdążył złapać jej rękę za nim ta zaliczyła bliskie spotkanie z jego policzkiem. Wciąż trzymając jej dłoń, przyjrzał się spod długich rzęs dziewczynie, była piękna, kiedy się złościła, jej karmelowe włosy, delikatnie falowały przez otaczającą ich moc a niebiesko-zielone oczy iskrzyły się gniewnie, delikatnie dłonie zaciskały się mocno w pięści tak, że były białe, całości dopełniały uroczę rumieńce na jej policzkach. Mógł patrzeć na nią bez końca, oczywiście sama szatynka nie zdawała sobie ze sprawy z tego, jak na niego działa, nie miała pojęcia, do czego go zmuszała, przez nią zaczął doświadczać emocji, którą wcześniej uważał za słabość, dalej tak uważa, ale teraz też wie, że daję siłę, że cię wzmacnia. Ale osoba odpowiedzialna za tę emocję nie miała nawet pojęcia co do niej czuję.
A prawda była taka, że darzył ją uczuciem, którego nigdy wcześniej nikogo nie obdarzył.
Kochał ją.
Zamrugał wyrwany, że swoich myśli, kiedy ich obiekt tupnął gniewnie stopą, sycząc na niego. I nie mógł się powstrzymać, kiedy ponownie spojrzał w jej piękne oczy, jego spojrzenie automatycznie przeszło na jej małe malinowe usta I nie mógł się powstrzymać, musiał ich posmakować, już od dawna prześladowały go w snach, nie wiele myśląc szybkim ruchem przyciągnął szatynkę do siebie I złączył ich usta. Dziewczyna znieruchomiała, przez dłuższą chwile po prostu tam stała, jednak kiedy czarno włosy tracąc nadzieje zamierzał się odsunąć, nie pozwoliła mu, objęła jego szyję I powoli zaczęła oddawać pocałunek, który z każdą sekundą się pogłębiał, szatynka dowiedziała się wreszcie, co znaczy prawdziwa namiętność, kiedy ich języki tańczyły, że sobą, walcząc o dominację, zrozumiała czym jest niebo.
Dziewczyna odwróciła się do niego z gniewnymi iskierkami w oczach – Mówiłam ci, żebyś mnie tak nie nazywał!
- Nazywam rzeczy po imieniu – stwierdził z pół uśmiechem. I od razu tego pożałował, kiedy jej policzki zarumieniły się z gniewu a sama dziewczyna podeszła o krok bliżej z niebezpiecznym błyskiem w swoich niezwykłych oczach, lodowato niebieskie w środku, zielone na krawędzi a czarne źrenice otoczone złotą koroną.
- A więc uważasz, że jestem tylko rzeczą? - spytała cicho, gniewnie zaciskając swoje delikatne dłonie w pięści.
- Wiesz, że nie o to mi chodziło – zaczął wciąż z uśmieszkiem na twarzy, co wyraźnie irytowało niską szatynkę.
- Nie, nie wiem – rzekła, podchodząc bliżej do chłopaka o kruczo-czarnych włosach – Jak zwykle z twoich ust mogło to znaczyć wiele rzeczy – kontynuowała – Może chciałeś powiedzieć, że tylko stwierdzasz fakt – zbliżyła się jeszcze bliżej tak, że ich nosy by się stykały, gdyby nie to, że chłopak był duży wyższy od szatynki – Albo, uważasz, że jestem twoja.
- Bo jesteś – palnął bez zastanowienia, co sprawiło, że dziewczyna jeszcze bardziej zmrużyła swoje piękne oczy a jej moc otoczyła ich ciasno.
Niebieskooki zrozumiał swój błąd odrobinę za późno I ledwie zdążył złapać jej rękę za nim ta zaliczyła bliskie spotkanie z jego policzkiem. Wciąż trzymając jej dłoń, przyjrzał się spod długich rzęs dziewczynie, była piękna, kiedy się złościła, jej karmelowe włosy, delikatnie falowały przez otaczającą ich moc a niebiesko-zielone oczy iskrzyły się gniewnie, delikatnie dłonie zaciskały się mocno w pięści tak, że były białe, całości dopełniały uroczę rumieńce na jej policzkach. Mógł patrzeć na nią bez końca, oczywiście sama szatynka nie zdawała sobie ze sprawy z tego, jak na niego działa, nie miała pojęcia, do czego go zmuszała, przez nią zaczął doświadczać emocji, którą wcześniej uważał za słabość, dalej tak uważa, ale teraz też wie, że daję siłę, że cię wzmacnia. Ale osoba odpowiedzialna za tę emocję nie miała nawet pojęcia co do niej czuję.
A prawda była taka, że darzył ją uczuciem, którego nigdy wcześniej nikogo nie obdarzył.
Kochał ją.
Zamrugał wyrwany, że swoich myśli, kiedy ich obiekt tupnął gniewnie stopą, sycząc na niego. I nie mógł się powstrzymać, kiedy ponownie spojrzał w jej piękne oczy, jego spojrzenie automatycznie przeszło na jej małe malinowe usta I nie mógł się powstrzymać, musiał ich posmakować, już od dawna prześladowały go w snach, nie wiele myśląc szybkim ruchem przyciągnął szatynkę do siebie I złączył ich usta. Dziewczyna znieruchomiała, przez dłuższą chwile po prostu tam stała, jednak kiedy czarno włosy tracąc nadzieje zamierzał się odsunąć, nie pozwoliła mu, objęła jego szyję I powoli zaczęła oddawać pocałunek, który z każdą sekundą się pogłębiał, szatynka dowiedziała się wreszcie, co znaczy prawdziwa namiętność, kiedy ich języki tańczyły, że sobą, walcząc o dominację, zrozumiała czym jest niebo.
*TEKST AUTORSTWA SANDRA.A, NIE KOPIOWAĆ!